Wspomnienia z dzieciństwa

polana gorzowa

Gorzów Wielkopolski zawsze kojarzył mi się z siostrą mamy. W dzieciństwie często u niej z bratem spędzaliśmy cześć ferii lub wakacji. Za naszej młodości kamienica, w której mieszkała była położona na obrzeżach Gorzowa. Obok rozciągały się wolne i bezpańskie tereny, po których biegaliśmy i bawiliśmy się w różne zabawy wraz z kuzynostwem. Jednak najbardziej zapamiętałam skład węgla Gorzów Wielkopolski, który znajdował się tuż pod oknami kamienicy. Na szczęście był odgrodzony od nich kawałkiem gęsto usianych drzew, przez które dzięki liściom niewiele było widać w mieszkaniu cioci. Po zamknięciu bramy wjazdowej składu węgla właśnie z takim dużym napisem i pójściu pracowników do domu teren był naszym celem wypraw. Pilnował zgromadzonego tam węgla duży owczarek niemiecki, z którym się zaprzyjaźniliśmy dzięki karmieniu go. Wpuszczał nas na plac składu przez wykopaną przez siebie dziurę pod płotem, dzięki której robił sobie nocne wypady. Trochę podwinęliśmy siatkę do góry i już mogliśmy buszować po całym terenie. Oprócz węgla znajdowało się tam drewno, z którego budowaliśmy różne budowle. Jednak najbardziej pasjonowały nas znajdujące się na obszarze składu węgla maszyny ładujące węgiel, podgarniające go. Nie były zamykane na klucz, więc wchodziliśmy do nich i udawaliśmy, że nimi się przemieszczamy w różnych galaktykach. Zawsze wracaliśmy z zabaw ze składu węgla bardzo brudni ale prze szczęśliwi. Tylko ciocia się śmiała, że chyba bawiliśmy się węglem i zaganiała nas do kąpieli.